Kilka tygodni temu, na jednym medium społecznościowym, zwróciło moją uwagę  zainteresowanie Agnieszki (i innych znajomych) konwentem planszówek. Ale nie jakimś zwykłym konwentem – to miały być TRUDNE gry. W ten sposób dowiedziałem się o wydarzeniu pod nazwą Zgrany Wawer Trudne Gry VI Edycja. Nareszcie – mogę powiedzieć z całym przekonaniem – coś więcej niż podstawowe pozycje na dużym spotkaniu planszówkowym. Lubię CatanCarcassone czy Wsiąść do pociągu – są idealne aby zaszczepić bakcyla nowym adeptom – ale czasami chce się zagrać w coś bardziej skomplikowanego.

Drugi powód by wziąć udział w tym wydarzeniu, to fakt, że podczas wizyty na targach w Essen zapoznaliśmy się z bardzo interesującymi pozycjami, w które można było zagrać tylko turę lub dwie – Clans of Claedonia w moim przypadku i Altiplano w przypadku małżonki. A tu się okazał, że obie pozycje będą “ogrywane” na tym spotkaniu. Czy trzeba więcej argumentów aby się wybrać do Wawra w sobotnie popołudnie?

“Clans of Caledonia”

Po zapoznaniu się z “topografią” wydarzenia – a była ona dosyć skomplikowana, bo spotkanie odbywało się w budynku Wawerskiego Centrum Kultury Filia Anin, mającym dwa piętra i liczne pokoje – gdzie nie zajrzysz tam planszówka 🙂 – wyruszyłem na poszukiwania. Na poszukiwana tej jednej planszówki na której najbardziej mi zależało – czyli klanów. Jak się okazało, jedna partia była w toku ale organizator – Kuba – miał dodatkowy egzemplarz. Nie zastanawiając się wiele postanowiłem ten fakt wykorzystać a werbując jeszcze 3 chętnych (Jarka, Karola i Kubę) miałem komplet do gry.

Ta pozycja jest nie tylko bardzo interesująca, ale tez przepiękna – jej jakość wykonania stoi zdecydowanie na najwyższym poziomie. Wymaga też sporo “móżdżenia” – jest wiele dróg do wygranej, klany maja specjalne zdolności, jest element zabudowywania mapy, wypełniania kontraktów, zmieniają się ceny surowców, ważny element to kwestia produkcji. Co do tego ostatniego ja wylosowałem klan skupiający się na whiskey – którą dodatkowo mogłem starzeć w piwniczce, aby osiągnęła wyższą cenę 🙂

01
Moja pierwsza, pełna rozgrywka w Clans of Caledonia

Przez pierwsze trzy-cztery tury gra była bardzo wyrównana, ale w momencie gdy zbudowałem cztery destylarnie a pieniądze zaczęły lać się strumieniem, udało mi się odskoczyć. Ostatnia tura to festiwal zakupów, które zaowocowały zwycięstwem. Myślę, że z chęcią zagram ponownie aby lepiej poznać tą grę.

“Altiplano”

Przygotowując się do wyjazdu do Essen zaprezentowałem Magdzie, jakie gry przykuwają moją uwagę. Gdy tylko zobaczyła alpakę z Altiplano, ta gra stała się jej punktem nr 1 na targach do zagrania. Niestety, udało się z nią spędzić tylko chwilę (popularność i kolejki do tego tytułu były przeogromne) a nakład został szybko wyprzedany. Dlatego przyszedł czas to nadrobić – w towarzystwie trzyosobowym:

02
Magda w końcu miała okazję porządnie przetestować Altiplano

Szanowni czytelnicy wiedzą, że małżonka jest znana z dynamicznego podejścia do grania, a wszelkich zamulaczy goni jak rzadko kto. Ku jej wielkiemu zdziwieniu, tym razem to ona była najwolniejsza – co było miłym zaskoczeniem, z tego co zrozumiałem. Sama partia zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem kolegi Piotra, który miał więcej punktów niż drugie i trzecie miejsce razem wzięte – ewidentnie, doświadczenie w tej pozycji popłaca.

I jeszcze zbliżenie na komponenty:

03
Alpaca prezentuję się przepięknie 🙂

Wypełniacze i przerywniki

W tzw. międzyczasie – zwłaszcza rękami Magdy – prezentowaliśmy zakupione w Essen szybkie planszówki – idealne na wypełnienie czasu między większymi pozycjami, gdy czekało się na zwolnienie stolika. Zainteresowanie było znaczne, a Magda miała możliwość przeprowadzić sporą ilość gier demonstracyjnych.

Był Azul:

04
Azul w pełnej krasie

I Fotosynteza:

05
A tu łowimy promienie słońca – Fotosynteza

“Burano”

To było zupełne zaskoczenie dla mnie – prawdziwa gra z Tajwanu! Rarytas rzadko spotykany więc dlaczego by nie spróbować. Zwłaszcza, że przyszedł werbownik, spojrzał głęboko w oczy i zachęcił do partii.

06
Zupełna nowość – Burano

Burano to jedna z wysp Tajwanu, znana z produkcji koronek. W naszej grze jesteśmy – tak mi się wydaje – handlarzem, producentem i żeglarzem w jednym. Podstawa to plansza gracza z piramidą złożoną z różnokolorowych kostek. Ich zagranie do puli do wykorzystania, potem umieszczenia na planszy to akcje. Następnie odpowiednie kostki łączymy dachami. Z zagraniem każdej kostki związana jest akcja – płyniemy łódką, zbieramy pieniądze, wysyłamy robotników do warsztatów z koronkami, dodatkowo mamy premie, punkty prestiżu, budynki.

Nie jest to prosta gra, a w dodatku ma wiele ciekawych powiązań – czasami mam wrażenie, że mniej logicznych niż rzeczywistych, ale jeżeli weźmie się odpowiednią perspektywę i przymruży oko, to to działa. Może tak własnie podchodzą do tego na Dalekim Wchodzie?

07
Kliknij by powiększyć – warto!

Zagraliśmy 8 z 14 rund – dało to już jakieś zrozumienie mechaniki gry, ale to za mało aby w pełni ocenić pozycję. Na pewno jest to pewne ożywcze spojrzenie na planszówki, dosyć egzotyczne i “cukierkowe”, ale zachęcam każdego do wyrobienia swojej opinii grając.

Podsumowanie

Rozgrywanych było jeszcze bardzo dużo innych pozycji  – Eclipse  na siedmiu graczy, Clash of Cultures, liczne gry wojenne, fantasy czy bardziej skomplikowane ekonomiczne – jednak nasze ograniczenia czasowe uniemożliwiły większą ilość partii. Samo spotkanie uznaję za szalenie udane, bardzo polecam i z pewnością wybiorę się za rok 🙂

Advertisements