Mówią, że Rosja to nie państwo a stan umysłu. Przez podobną analogię, nie da się powiedzieć, że Churchill to po prostu jedna z gier zagranych w Jakuszycach – to ewidentnie wydarzenie planszowe wyjazdu.

Zaczęło się niewesoło. Po 150m na biegówkach załatwiłem służący mi już cztery lata kijek – po prostu go złamałem. W tym wypadku przysłowie nie zadziałało i były to „złe złego początki”. W mniej więcej ¾ trasy z Jakuszyc do schroniska Orle moje wiązanie biegówek rozpadło się na dwa. W tym momencie pozostała decyzja wracać 5 km na piechotę do samochodu i noclegu. ALE! Wierni koledzy nie zawiedli i zarówno Kuba jak i Maciek dotrzymali mi towarzystwa.

Powróciwszy na kwaterę, po krótkim odpoczynku i szybki doczytaniu zasad (z tego wynikło kilka błędów) zasiedliśmy do „Churchilla”. Ja byłem ZSRR (Stalin, kolor czerwony), Kuba UK (Churchill, kolor zielony) a Maciek USA (Roosevelt a potem Truman, kolor niebieski).

Zdjęcie z końca gry ale dobrze pokazuje planszę:

IMG_1254

Postanowiliśmy grać od pierwszej konferencji (styczeń 1943) a nie scenariusz testowy, bo pozwalało nam to na zaczęcie od zupełnie pustej mapy i uformowanie samemu przebiegu gry. Mechanikę załapaliśmy szybko, pizza pomogła wyostrzyć stan umysłu i konferencja szła za konferencją. Były momenty wielkich emocji, były rozczarowania, poznawaliśmy coraz lepiej karty jak i zależności – Churchill nie wesprze za mocno Roosevelta w Normandii, bo najpierw chce przejąć Włochy, z drugiej strony nie można powoli ZSRR na dotarcie do Berlina przed Aliantami zachodnimi, no i jeszcze ta Birma gdzie nic się nie dzieje i dlaczego na Pacyfiku Flota i Armia USA konkurują między sobą? Masa problemów globalnych jak widać była spora!

W międzyczasie zaczęły się pojawiać kolejne osoby wracające z biegówek – nie żeby nam to przeszkadzało, ale chciałbym zdementować twierdzenie, że w ogóle nikogo nie zauważyliśmy!!! – np. żonę musiałem dać klucz do pokoju, więc coś oprócz Churchilla pamiętam!

Po 8 godzinach gry (z przerwą na pizzę i bardzo miłą uroczystość urodzinową moją i Filipa) grę zakończyliśmy po 8 turach. Koniec był dosyć kuriozalny – okazało się, że od trzech tur Kuba atakuje z Rzymu przez Alpy Berlin, czego gra zabrania a w dodatku na planszy nie ma połączenia między tymi polami! Poziom abstrakcji sięgnął sufitu, poczuliśmy się spełnieni i zgodnie zakończyliśmy.

Stan Europy na koniec gry – Alianci Zachodni w Berlinie przez ZSRR:

IMG_1255

Stan Azji na koniec – wyścig do Japonii miedzy ZSRR i USA trwa:

IMG_1256

Od razu pojawiły się myśli / plany – kiedy znowu gramy? Nic dziwnego, jak zobaczycie poniżej. Podsumowując Churchilla z mojej subiektywnej perspektywy, jest to gra świetna. Główne elementy do wyróżnienia wg. mnie to:

  • bardzo dobry balans gry na 3 osoby – rzadkość, a tutaj się sprawdza
  • gdy w jednym miejscu USA i UK jest po drodze (np. front wschodni vs. front zachodni w Europie) to w innym np. ZSRR i USA dobrze się dogadują (atak na Japonię)
  • niewielkie ilości punktów, czyniące kluczowym ich umiejętne zdobywanie – my trochę to poplątaliśmy, ale sprawdziłem zasady i czynią one grę jeszcze bardziej wyrównaną
  • klimat, klimat i jeszcze raz klimat!
  • to nie jest gra wojenna sensu stricte; to bardzo ciekawa, wielopoziomowa strategia polityczna
  • mechanizm debatowania na konferencjach, powodujący czasami niesamowite emocje
  • 3 zestawy kart konferencji (A, B, C), pozwalające na różne rozgrywki (każda coś zmienia w przebiegu gry)
  • 3 zbalansowane scenariusze, pozwalające zagrać i dłuższe i krótsze partie
  • dobrze oprogramowana gra z „botami”, czyli mechanizmem sterującym jedną ze stron, gdy brakuje nam graczy

To, do czego się można przyczepić – ale raczej widzę to jako nieumiejętność naszej gry – to jak zniwelować specjalna zdolność ZSRR „Niet” – pozwalającą gdy debatują sprawy na konferencji dodawać jeden punkt siły. Ale tak jak było z przystąpieniem ZSRR do wojny z Japonią (nie doczytaliśmy zasad) tak i na pewno tu da się to logicznie rozpracować.

Wniosek jest jeden – trzeba grać!

 

Advertisements