“Great Battles of History – Alexander” to taka trochę pozycja z mojej półeczki wstydu. Niby już zagrana (pamiętna bitwa zagrana podczas wyjazdu na Boże Ciało 1.5 roku temu i nagle skończona:
http://mk20336.pinger.pl/m/24081312) i nic więcej oprócz kilku partii solo – czyli jak mówi Magda, pasjansów.

Pora to zmienić! Jako że zarówno Kuba jak i ja po Sylwestrze mamy ochotę i zwiększony apetyt na planszówki, powróciliśmy do naszych “spotkań czwartkowych”. Zaczęliśmy dokładnie od Alexandra.

“Erigon Valley 358 BC”
Pierwszy scenariusz w całej grze. Zanim Alexander Wielki mógł podbić cały świat, jego ojciec, Filip II, musiał najpierw zrzucić jarzmo jakie nałożyła Iliria na Macedonię (o tym jest ten scenariusz) a potem stopniowo zbudować gospodarczą i militarną potęgę w Grecji.

Macedonia nigdy nie wyróżniała się jeżeli chodzi o Grecję. Sparta, Ateny, nawet Teby czy Korynt – o tych państwach-miastach było głośno. Zacofana, na uboczu – Macedonia się nie liczyła. Nic dziwnego, że ten w sumie bogaty ale źle zarządzany kraj był pod ciągłym “wpływem” (= nieformalnym panowanie) sąsiadów. Przez ostatnie 50 lat przed Filipem II byli to Illiryjczycy.

Filip II po dojściu do władzy szybko modernizuje armię. Nie ma pieniędzy na pełen ekwipunek standardowego hoplity greckiego (pusta kasa) więc ustala dużo lżejszy ekwipunek plus wyposaża oddziały hoplitów w Sarissę – długą, na 6 metrów (!!!) dzidę, transportowaną normalnie w dwóch kawałkach. To prawdziwy błysk geniuszu Filipa – ze swojej słabości (pusty skarbiec) jest w stanie wytworzyć prawdziwe arcydzieło: jednostki dużo bardziej mobilne niż zwykli hoplici, dużo tańsze, dzięki Sarissie będące w stanie trzymać wroga na dystans a co więcej – efektywnie wykorzystujące pierwszych 4-5 rzędów żołnierzy w walce. W czasach historycznych to odkrycie na miarę karabinu maszynowego – nagle nie jeden a 4-5 rzędów walczy na raz z wrogiem!

Tak naradza sławetna falanga..

No dobrze, to wróćmy do Erigon Valley – ustawienie początkowe to:

Kuba gra pierwszy raz więc dostaje Macedończyków. Ale ja grając słabsza Ilirią będę chciał oczywiście zrobić mu psikusa i postarać się drogo sprzedać skórę 🙂

(1) Zaskakujący atak moich barbarzyńców na lekkie jednostki Kuby na jego lewej flance. Udaje się całkiem ciekawie, zwłaszcza że aktywuję ich dwa razy. Małe zwycięstwo ale morale Ilirii wzrasta 🙂

(2) Macedoński walce w postaci “Companion Cavalry” (czyli macedońskiej kawalerii przybocznej – o niej więcej kiedy indziej) i “Hypapistów” (ciężka piechota, walcząca nie jak falanga – o nich też więcej przy okazji) zaczyna spychać moje średnio uzbrojone jednostki… Zaczynają się straty…

(3) Jeżeli poszło dobrze na prawej stronie to trzeba tam kontynuować – dosyłam kolejne jednostki, udaje się zepchnąć oszczepników Kuby.

(4) Ale przychodzi kontra – średnie jednostki i lekkie na średnie. Jestem niestety wyczerpany już w tym miejscu i moi barbarzyńcy zaczynają uciekać. Udana kontra Kuby.

(5) Ale pojawia się luka i możliwość zajścia falangi od tyłu! Precyzyjny atak powoduje, że falanga ie tylko zaczyna się wycofywać ale dochodzi do kompletnej dezintegracji tego oddziału!

(6) Kuba uporał się z moim lewym skrzydłem i teraz zawraca w kierunku centrum jednostki padają jak much, moi ciężcy hopli też, ale pojawia się luka i śmiały dowódca z jednostką średniej piechoty dogania wycofującą się falangę unicestwiając ją!

W tym momencie kończymy drugą turę i całą grę (robi się późno):

Ja odniosłem 35 punktów strat a Kuba 34. Nasze armie załamałyby się przy 40… Było bardzo blisko, chociaż jak to Kuba słusznie zauważył, gdyby lepiej zaatakował w swojej turze to by dostał jeszcze 5 punktów i gra by się skończyła.

Niezależnie od wyniku grało się przyjemnie i na pewno będziemy kontynuować!

Advertisements